660-lecie Łęk Dukielskich

660-lecie Łęk Dukielskich

Jak wyglądały Łęki w Średniowieczu

Najstarszą historię Łęk Dukielskich nie sposób opisywać bez zadania sobie istotnego pytania: Gdzie w Łękach było nawsie?

Pytanie istotne, bo gdyby Łęki w obecnym kształcie przenieść do średniowiecza, co najmniej połowa mieszkańców miałaby problem z codziennym funkcjonowaniem. Chyba że sołtys na nowo wytyczyłby w Łękach NAWSIE! Jego fragmenty przetrwały w Łękach do dzisiaj.

Przez to porównanie chcę pokazać, jak ważną funkcję pełnił ten skrawek wspólnego pola. Bo „Nawsie polskie, mimo tych czy innych odchyleń w czasie i miejscu, było stale wspólnie używaną, gromadzką własnością” – napisał prof. Józef Burszta w opracowaniu „Zagadnienie „nawsia” w osadnictwie wiejskim” (Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, 1954), z którego pisząc ten tekst korzystałam najwięcej.

Wielu badaczy próbowało zlokalizować tę gminną własność. Jednym z nich był historyk Jan Gerlach. W opracowaniu „Nawsie – Wspólna własność gromadzka wsi staropolskiej”, Czasopismo Prawno-historyczne, Poznań 1952 napisał, że musiało być w pobliżu wód stojących i płynących. „W osiedlach wiejskich chodziło głównie o to, aby było blisko wody. Zwłaszcza rzeki łączą ludzi i wskazują im kierunek łatwiejszego rozprzestrzeniania się. Dlatego też do rzeki, potoku, stawu lub sadzawki wszyscy mieszkańcy wsi mają zapewniony dostęp. Tam nie tylko czerpie się wodę na użytek domowy, ale poi się bydło i konie, moczy len i konopie, pierze się bieliznę itd”.

Jeżeli napisałam, że obecne Łęki ze swoim stanem posiadania parcel i pól nie miałyby racji bytu w średniowieczu, to właśnie dlatego, że większość mieszkańców nie miałaby dojścia do wody. Bo należy zapomnieć w średniowieczu o studniach, nie mówiąc o wodociągu. Nie znano techniki wiercenia studni na takich głębokościach, jakie znamy obecnie.

O tym, że także w Łękach nawsie było przy wodzie świadczą zapisy w obu księgach katastralnych dla Łęk: jozefińskiej (1785) i franciszkańskiej (1820):

Z badań Jana Gerlacha wynika zatem, że przynajmniej część nawsia było przy rzekach, potokach, stawach, sadzawkach. Gerlach uzasadnia to wieloma cytatami źródłowymi. Na ich podstawie dochodzi też do wniosku, że nawsie w wielu wsiach leży w bezpośrednim sąsiedztwie domów i dróg wiejskich. I wywodzi dalej, że nawsie z reguły zaliczane jest w źródłach do gruntów nieużytecznych (agri inutiles). Podsumowuje, „że nawsie to mało użyteczne i gorsze grunty położone najczęściej nad rzeką lub potokiem przepływającym przez wieś lub w jej pobliżu”. … „Stanowiły je tereny nierówne, tu i ówdzie zarosłe krzakami i chwastami, pełne wzgórków i dołów, zarzucone głazami, często podmokłe lub zabagnione, słowem tereny trudne do uprawy” – napisał Gerlach po historyczno-prawnej analizie przekazów źródłowych. Jego zdaniem nawsie, często w okresie średniowiecznej kolonializacji zawłaszczane przez sołtysów i bogatych chłopów, było pozostałością słowiańskiej wspólnoty terytorialnej. A o tym, że było wspólną własnością świadczą terminy łacińskie w źrółach: villa comminis, planicies communis i exitorium commune.

Słownik języka polskiego Karłowicza, Kryńskiego i Niedźwiedzkiego podaje: „Nawsie, nawieś, nawsisko. 1. Puste części wsi, służące zwykle za pastwisko; łąka przy drodze, przestrzeń ziemi, będąca wspólną własnością, znajdująca się między dwoma rzędami chałup, a obejmująca, prócz drogi, jeszcze i pastwisko; pole gminne; pole pod wierzbami wśród wsi. 2. Wieś właściwa. 3. Nazwa niektórych zagród i pól gazdowskich, położonych zwykle w samej wiosce.

Słownik gwar polskich J. Karłowicza dodaje jeszcze jedno: Nawsie to „punkt, w którym wieś jest najbardziej sobą, wieś właściwa.”

Profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego Stanisław Kutrzeba w podręczniku o ustroju wsi napisał, że nawsie w okresie kolonizacyjnym oznaczało plac wiejski. „W środku lub na końcu wsi ulica nieco się rozszerzała; tam znajdował się kościół, o ile go wieś miała i kramy oraz jatki wiejskie (rzeźnik, piekarz, szewc, kowal). Zwało się to nawsiem”.

Historyk wyciągnął takie wnioski po przeanalizowaniu dokumentów lokacyjnych wsi na prawie niemieckim w tzw. okresie kolonizacji.

O „nawsiu czyli placu” na którym osiedlali się zagrodnicy, karczmarze, rzemieślnicy pisali też inni historycy, np. Karol Potkański. Franciszek Bujak w monografii wsi Żmiąca określa tamtejsze nawsie jako „wąską przestrzeń między główną drogą przez wieś prowadzącą, a płynącym obok potokiem”. Inni pisali, że „Nawsie było miejscem, w którym spędzano bydło na pastwiska i że takie „Nawsie” miała każda wieś”.

Z powyższych ustaleń wynika zatem, że Nawsiem będzie zarówno środkowy plac wiejski, jak i długa przestrzeń wzdłuż osi osady.

Niestety, mimo tych opracowań, tak naprawdę określenia dotyczące nawsia są tak skąpe i sprzeczne, że dzisiaj trudno dociec, gdzie i czym było Nawsie i nawsie w Łękach. Mimo to spróbuję – na podstawie map i zapisów – je odnaleźć. Jak i odpowiedzieć na pytanie, jak wyglądały Łęki ponad 650 lat temu?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy przeanalizować proces powstawania naszej wsi tak pod względem historycznym, jak i geograficznym.

xxx

Łęki są typową wsią leśno-łanową (Waldhufen) czyli tzw. łańcuchówką. Oznacza to, że każdy gospodarz otrzymał łan w jednym kawałku (który musiał wykarczować) w postaci jednego długiego pasa i dzielił go na trzy części. Na tym łanie budował również zagrodę. Charakterystyczna forma takiej wsi ma luźną zabudowę wzdłuż osi drogi po obydwu stronach, z tym, że drogi te są równoległe do płynącego przez wieś potoku.

Łany każdego gospodarza są oddzielone od siebie drogami polnymi, które stanowią jednocześnie granicę danej własności. Przebiegają równolegle do siebie, a prostopadle do osi wsi. Choć czasem drogi boczne są mniej regularne bo są dostosowane do rzeźby terenu. Należy przypuszczać, że choć Łęki powstały w średniowieczu, to zagospodarowanie wsi na prawie niemieckim przebiegało stopniowo, wraz z przybywaniem osadników. Kim byli? Skąd pochodzili? Dzisiaj tego już nie odtworzymy. Ale pewne jest, że ten proces mógł się rozpocząć po roku 1358.

22 sierpnia 1358 roku król Kazimierz Wielki wydał zbiorowy dokument, którym nadawał właścicielowi Kobylan i przyległych miejscowości prawo do lokacji na prawie niemieckim. Ale mamy pecha. Mimo że zachowało się około 1000 dokumentów wydanych przez tego króla, to nie zachował się oryginał ważnego dla nas powyższego dokumentu. Nie znamy także jego kopii. Ale o tym, że taki dokument lokacyjny dla Kobylan i przyległych miejscowości został przez króla Kazimierza Wielkiego wydany mówią inne, starsze dokumenty. Jakie?

Zacznę od „Słownika historyczno-geograficznego ziem polskich w Średniowieczu” (dostępny on line). To prawda, że w gąszczu informacji, odnośników, skrótów, autorów, archiwalnych zasobów nie jest łatwo się poruszać. Przestudiowanie tych zapisów jest pracochłonne i wymaga czasu, skupienia i podstawowej wiedzy historycznej.

„Słownik” podając datę królewskiego dokumentu z 1358 roku powołuje się m. in. na opracowanie Adama Kamińskiego, „Nieznane karty z przeszłości miasteczka Dukli (1358-1540)”, w: „Prace z dziejów Polski feudalnej”, PWN 1960, s. 401-30; Kamiński z kolei powołuje się na samo źródło – zapis z 1531 r. w księdze ziemskiej krakowskiej z tego roku (Acta terrestria Cracoviensia) przechowywanej w Archiwum Narodowym w Krakowie. I tak od nitki do kłębka kierując się za Kamińskim do AN na Wawelu zbadałam

Co to za zapis, do czego służył i czy jest zapisem wiarygodnym?

Zapis z 1531 roku, który znajdujemy w Acta terrestria Cracoviensia, jest zapisem sądowym, a więc jak najbardziej wiarygodnym. – Staropolskie księgi sądowe, zarówno ziemskie jak i grodzkie, były księgami wiary publicznej, spełniały funkcję dzisiejszych ksiąg hipotecznych, nie ma więc żadnych podstaw, żeby podważać wiarygodność informacji w nich zawartych – tłumaczył mi Wiesław Filipczyk z Archiwum Narodowego w Krakowie. Kierownik Oddziału I Archiwum (na Wawelu) dodają, że bardzo duża część danych zawartych we wspomnianym wyżej „Słowniku” pochodzi właśnie z tych ksiąg, do których, poza wpisami dotyczącymi bieżącej działalności sądu, wpisywano czy, jak to wówczas określano, “oblatowano” teksty innych dokumentów, zwłaszcza dotyczących spraw własnościowych.

Choć prof. Andrzej Marzec zaznacza, że zdarzały się wpisy, które były falsyfikatami, to jednak w tym przypadku przyznaje, że nie ma podstawy do wątpliwości.

Interesujący nas wpis z 1531 roku został sporządzony w związku ze sporem o klucz kobylański, a więc także o Łęki i Kobylany. Jest to spór, jak wyjaśnia „Słownik”, o dobra ojczyste, macierzyste i cioteczne (amittorum) oraz o prawa do dóbr i sum pieniężnych pozostałych po śmierci właścicieli klucza: braci Hieronima [zm. 1521] i Jakuba [zm. 1528] Kobyleńskich, jak i po śmierci żony Hieronima Kobyleńskiego – Katarzyny Kobyleńskiej [zm. ok. 1521].

Jedną ze stron sporu była Dorota z Tarnowa, wnuczka Hieronima i Katarzyny Kobyleńskich. Dorota rościła sobie prawo do klucza kobylańskiego, ponieważ jej nieżyjąca już wtedy matka, (zmarła w 1518 roku), była córką Hieronima i Katarzyny Kobyleńskich. Drugą stroną sporu był brat jej dziadka Hieronima – Jan Kobyleński, kasztelan rozpierski i jego syn Mikołaj. Wszyscy byli potomkami kanclerza Janusza zwanego Suchymwilkiem, który w 1366 roku przepisał dobra kobylańskie na swoich bratanków, zastrzegając, że z dziedziczenia wyłączone są kobiety.

Kanclerz Janusz zapisując swoje dobra w 1366 roku bratankom chciał, aby ta regulacja zapobiegła rodzinnym sporom. Tymczasem okazało się, że było odwrotnie. Ponad 150 lat później wybucha interesujący nas spór, dzięki któremu mamy informację o ważnych dokumentach lokacyjnych dla Kobylan i przyległych miejscowościach.

Spór rozgorzał, ponieważ kolejny właściciel klucza kobylańskiego, Hieronim Kobyleński, nie miał syna. Dlatego w 1496 roku, idąc w ślady swojego przodka, zeznaje, że „aprobując ordynację swego przodka kanclerza Janusza potwierdzoną przez Kazimierza Wielkiego w 1366 roku i nie mając męskiego potomstwa na zasadzie tej ordynacji darowuje braciom Janowi i Jakubowi Kobyleńskim odziedziczone genealogicznie po kanclerzu dobra” – (Akta grodzkie i ziemskie z czasów Rzeczpospolitej Polskiej z archiwum tzw. bernardyńskiego we Lwowie, t. I-XIX, Lwów 1868-1906).

Aby sytuację jeszcze bardziej skomplikować, to obdarowany przez Hieronima brat – Jan z Kobylan – przekazuje swoją część synowi Mikołajowi. Obydwaj uważali, że Dorocie nic się nie należy, ponieważ jest kobietą, a przodek Janusz Suchywilk wykluczył kobiety z prawa do dziedziczenia tych dóbr.

To ich w 1529 roku Dorota oskarża o to, że gwałtem wydarli jej dobra kobylańskie, w tym: „Makowiska, Sulistrowa, Łęki, Głośce, Draganowa, Załęże, Markuszka, Łężyny i Gorzyce, które ona posiadła po śmierci jej babki Katarzyny Krejdlarówny, wdowy po Hieronimie z Kobylan”. Na jej rzecz świadczy Mikołaj Rataj, woźny sądowy, który oświadcza, że w roku poprzednim [1527] był przez Jakuba i Mikołaja Kobyleńskich porwany (fuit receptus) i przywiedziony do grodu w Bieczu (Acta Castrensia Biecensia w Archiwum Narodowym w Krakowie) dla zeznania o przeprowadzeniu na ich rzecz wwiązania (czyli faktycznego wprowadzenia nowego dziedzica w posiadanie) do dóbr „Kobylany, Łęki, Sulistrowa, Makowiska, Głośce i Draganowa”.

Po kilkuletniej batalii sądowej król dał Dorocie prawo trzymania w zastawie tych dóbr na poczet przysądzonej sumy 6200 fl., Dorota „miała je dzierżyć, jako zastaw, aż do spłaty tej sumy”. To właśnie wtedy Dorota „zgodnie z wyrokiem króla i w jego obecności, składa na ręce Marcina Myszkowskiego [tenutariusza /dzierżawcy/ dębowieckiego] wszystkie posiadane przez siebie osiem dokumentów pergaminowych dotyczących dóbr Kobylany z wsiami, zaś Myszkowski pod wadium 6000 fl. zobowiązuje się przekazać nieobecnemu Mikołajowi Kobyleńskiemu te dokumenty”.

Dokumenty, które przekazała Dorota w obecności króla, są w „Słowniku” wymienione: „Dorota, zgodnie z wyrokiem króla i w jego obecności, składa na ręce Marcina Myszkowskiego [tenut. dębowieckiego] wszystkie posiadane przez siebie osiem dokumentów pergaminowych dotyczących dóbr Kobylany z wsiami, zaś Myszkowski pod wadium 6000 fl. zobowiązuje się przekazać nieobecnemu Mikołajowi Kobyleńskiemu te dokumenty: Kazimierza W. z 1364 i 1358, dwa dokumenty Katarzyny i jej męża Hieronima Kobyleńskich z 1513, tejże Katarzyny dla męża z 1512, Stanisława z Trzewlina na rzecz Anny z Cobylan z 1437, Janusza komesa de Magna Ida i z Cobylan z 1359 oraz wdowy Katarzyny i jej synów Przecława i Domarada z Cobylan z 1401 r. (ZK 187 s. 170-2; Kamiński p. 7 s. 429-30);

Wiemy także, że wszystkie dokumenty zostały następnie wydane przez Marcina Myszkowskiego Mikołajowi Kobyleńskiemu w 1532 roku. Wspomina o tym Adam Kamiński w dodatku nr 3, powołując się na potwierdzenie odbioru z 24 kwietnia 1532 r., zawarte w księdze ziemskiej krakowskiej (sygnatura 29/1/0/8.1/641, dawna sygnatura Terr. Crac. 188 s. 228). Zatem jest to już druga wzmianka o interesującym nas dokumencie. Nie wiemy jednak, co się z nim stało w kolejnych latach, choć zdaniem krakowskiego historyka mogły zostać wpisane do ksiąg sądowych, ziemskich lub grodzkich staropolskiego województwa krakowskiego, ewentualnie nawet do centralnie prowadzonej w Warszawie metryki koronnej. Tak więc szansa na ich odnalezienie wciąż istnieje. Dopóki jednak tych dokumentów nie mamy, spróbujmy się dowiedzieć:

 Co dokładnie napisano w dokumencie z 12 maja 1531 roku?

Secunda litera etiam regis Kazymiri cum appenso sigillo; iuris Teutunici villarum Cobile et alarium ad ipsam pertinentium, sub actu et data Cracoviae in octava Assuptionis Sanctae Mariae anno Domini millesimo tricentesimo quinquagesimo octavo (22 XVIII 1358) – za Adam Kamiński, „Nieznane karty z przeszłości miasteczka Dukli (1358-1540)”, w: „Prace z dziejów Polski feudalnej”, PWN 1960, s. 430

Dzięki uprzejmości cytowanego już historyka Wiesława Filipczyka z Archiwum Narodowego w Krakowie mamy, dokonane przez niego, dokładne tłumaczenie interesującego nas fragmentu łacińskiego tekstu. Drugi dokument także króla Kazimierza z przywieszoną pieczęcią, prawa niemieckiego wsi Kobyle i innych do niej przyległych, wystawiony i datowany w Krakowie w oktawę Wniebowzięcia Świętej Marii roku Pańskiego tysiąc trzysta pięćdziesiątego ósmego.

Ustaliłam już wcześniej, że taki zapis w księdze sądowej jest zapisem wiarygodnym. Ale nadal nie wiemy, jaką treść ten cytowany dokument z 1358 roku zawierał. Możemy jednak przypuszczać, że nie różnił się od podobnych, które zachowały się do naszych czasów, ponieważ podobne lokacje dokonywały się na podstawie opracowanych wzorów. Takim wzorem było prawo magdeburskie.

W tym przypadku mowa jest o wspólnym dokumencie lokacyjnym dla kilku wsi. Czy to możliwe? Przecież każda wieś powinna mieć własny dokument lokacyjny. Wiesław Filipczyk wyjaśnia, że w tym przypadku mógł być wydany dokument zbiorczy, ponieważ wystawcą dokumentu był król, a wieś była własnością prywatną. – Pozwolenia na lokację dla wielu wsi zawarte w jednym dokumencie królewskim są znane w odniesieniu do króla Kazimierza Wielkiego, dokument z 1358 r. nie jest więc wyjątkiem – tłumaczy historyk.

Także doktor Andrzej Marzec podkreśla, że dokument królewski nie był jednoznaczny z faktem lokacji, a tylko zezwoleniem na jej dokonanie. – Sama lokacja mogła mieć miejsce znacznie później. Może o tym świadczyć to, że w tej samej sprawie z 1531 roku zachowała się wzmianka o przywileju na sołectwo w Głoścach (wsi z klucza kobylańskiego) z roku 1401 i jest to zapewne ślad przywileju lokacyjnego – mówi dr Marzec.

Dokument królewski możemy porównać zatem do obecnej ustawy przyjętej przez parlament i podpisanej przez prezydenta. Ustawa, która zawiera ogólne wytyczne, realizowana jest w praktyce poprzez wydawanie ministerialnych rozporządzeń. Takimi rozporządzeniami dla poszczególnych wsi mogły być, a właściwie musiały być, kolejne dokumenty dotyczące lokacji, wydawane przez właściciela wsi. Była to swoista umowa pana lokowanej miejscowości z zasadźcą. Zawsze był to sołtys, który organizował życie wsi na nowych zasadach, musiał wyznaczyć granice gospodarstw (łanów), jak i granice samej wsi. Takie dokumenty mogły być wystawione w tym samym roku, albo później. – W źródłach nie ma jednak żadnych informacji o takich kolejnych dokumentach dla Kobylan czy Łęk Dukielskich – przyznaje Wiesław Filipczyk

Z historii innych wsi wynika, że umowy szczegółowe mogły być wystawione w tym samym roku, albo później, czasem trwało to wiele lat, czasem były takie dokumenty ponawiane, jeśli zorganizowanie wsi na nowych zasadach się nie powiodło. Tak było w przypadku Dukli. Z kolei w pozyskanym niedawno dokumencie dla Łęk z 1719 roku jest zaznaczonych kilka pustych łanów, co może świadczyć o tym, że jeszcze na początku XVIII wieku wieś miała problem z pełnym zagospodarowaniem wsi.

Uzyskanie pozwolenia na lokację na prawie niemieckim nie było wcale łatwe. Można je było uzyskać na prośbę i w zamian za jakieś szczególne zasługi. Początkowo właściciel nie miał z tego powodu korzyści, mógł na nie liczyć później. Przede wszystkim lokacja przyciągała nowych ludzi, tak jak dzisiaj strefa ekonomiczna przyciąga nowe firmy. Właściciel nie musiał już sam nadzorować danej wsi, bo robił to za niego zasadźca, a więc sołtys, który musiał zdawać sprawozdania i przekazywać należności.

W niedalekiej Kopytowej taki dokument wydano 10 lat wcześniej, w 1348. Ale wówczas Kopytowa była własnością królewską, dopiero od 1354 roku staje się własnością szlachecką, a ponad 30 lat później – własnością klasztoru w Koprzywnicy. I tak w 1348 roku król Kazimierz Wielki pozwala Mikołajowi z Kopytowej lokować na prawie magdeburskim wieś na 40 łanach nad rzeką Kopytową. Sołtys Mikołaj otrzymuje 3 łany wolne z prawem dziedziczenia i 1 łan na skotnicę (pastwisko), 4 ogrody wolne i trzeci den. z kar. Mieszkańcy otrzymują 20 lat wolnizny. Po jej upływie kmiecie winni płacić 8 skojców czynszu z łanu. W czasie sądu sołtys winien dawać 1 obiad rocznie a kmiecie 2 lub płacić w zamian 8 skojców. Zniesione zostają wszystkie ciężary i powinności wynikające z prawa polskiego. Wieś otrzymuje immunitet sądowy. Sołtys obowiązany jest do wyprawy wojennej z kopijnikiem na koniu (Kodeks dyplomatyczny Małopolski 3, 687); Chorągiew kopijnicza to cieżkozbrojna jazda uzbrojona w kopie i miecze.

W Łajscach (do 1354 roku własność królewska, potem szlachecka) sołtys otrzymuje 1/2 łana, dochód z kar i z czynszu. Kmiecie we wszystkich wsiach mają być sądzeni wg prawa magdeburskiego. Sołtys obowiązany jest do wyprawy wojennej na koniu wartości 3 grzywny, z kopią. Powinności klasztorowi winien świadczyć sołtys jak inni sołtysi w powiecie bieckim (ZDM 2, 348); ZDM – Zbiór dokumentów Małopolskich, wyd. S. Kuraś i I. Sułkowska-Kurasiowa, t. I-VIII, Kr.-Wr. 1962-1975. Jednak te powyższe miejscowości na pewno nie są tymi „przyległymi” do Kobylan.

O jakie więc „przyległe” miejscowości może chodzić?

Historyk z Archiwum na Wawelu uważa, że nie da się jednoznacznie ustalić, jakie wsie obejmowało sformułowanie o “innych wsiach”. – Mogły to być wszystkie wsie wchodzące w skład klucza kobylańskiego w tym momencie, mogły być tylko niektóre. Bez samego dokumentu (oryginału czy kopii) wszystkie ustalenia pozostają hipotezami. Podobnego zdania jest prof. Andrzej Marzec, który uważa, że dzisiaj trudno to zweryfikować, o które wsie chodzi.

Przypomnijmy, że w 1366 roku w skład klucza Kobylańskiego wchodziło 16 miejscowości, z których do dzisiaj przetrwało dziesięć: Chyrowa, Draganowa, Dukla, Głojsce, Iwla, Kobylany, Łęki, Makowiska, Mszana, Sulistrowa. Leszczyna, Pankracowa Wola, Rybitwy czy Zawandole zniknęły z mapy, najczęściej podzielone przez okoliczne miejscowości lub przez nie wchłonięte. „Słownik” wymienia dwukrotnie miejscowości, o które toczy się spór. Raz są to „Makowiska, Sulistrowa, Łęki, Głośce, Draganowa, Załęże, Markuszka, Łężyny i Gorzyce” innym razem: „Kobylany, Łęki, Sulistrowa, Makowiska, Głośce i Draganowa”. Czy te ostatnie wymienione miejscowości sugerują, że są to właśnie owe „przyległe wsie”?

Osiem lat wcześniej (licząc od dokumentu pozwalającego na lokację Kobylan) istniały już Makowiska, wspomina je słownik: (1350 de Macoviszcz – MV 2 s. 336; MV I, II – Acta camerae apostolicae, wyd. J. Ptaśnik, t. I-II, Kr. 1913)

Od roku 1366 do 1531 minęło ponad 150 lat i przez ten okres klucz był dziedziczony albo jako całość, ale mogły być dziedziczone też wchodzące w jego skład poszczególne wioski, a czasem nawet ich część. Ale kilka wiosek „przyległych do Kobylan” może z całą pewnością uważać, że dokument lokacyjny dotyczył także ich miejscowości. Nawet historycy opisujący dzieje Dukli (m.in. Jadwiga Morawska), opierając się na ustaleniach Kamińskiego) uważają, że także Dukla mogła uzyskać prawo lokacyjne niemieckie właśnie w 1358 roku, a może nawet przed tą datą. Skoro wymienieni powyżej historycy uważają, że Dukla może należeć do tych „przyległych wsi”, to nie ma wątpliwości, że należały do nich także Łęki. Wszak Łęki Dukielskie leżą między Duklą i Kobylanami. Na dodatek Kobylany i Łęki to wsie związane ze sobą historycznie jak rzepy. Przez wieki stanowiły wspólną parafię, stąd mają także wspólną historię i wspólne jubileusze. Podobnie jak Sulistrowa czy Draganowa, położone po drugiej stronie Kobylan.

Ale jeśli nawet byłyby jakieś wątpliwości co do „przyległych wsi”, to Kobylany, które wtedy były ważniejsze od Dukli, takich wątpliwości już mieć nie powinny i za dwa lata, 22 sierpnia 2028 roku, zgodnie z historyczną wiedzą, mogą świętować… 670-lecie uzyskania królewskiego pozwolenia na lokację wsi na prawie magdeburskim.

Raczej nigdy nie dowiemy się o pierwszych osadnikach w naszej wsi. Wśród najstarszych rodzin na pewno byli przodkowie  Zborowskich, Solińskich, Czajkowskich, Kołaczów, Bocheńskich, Pasterkiewiczów, Jastrzębskich, Głowów, Więcków, Krężałków, Chomentowskich, Nawrockich, Węgrzynów, Jaraczów, Frugów, Baryłów, Białogłowiczów, Wierdaków, Leśniaków, Kasprzyków, Reczkowskich, Gniadych, Delimatów, Kubaszczyków, Woźniaków, Świątków, Widziszewskich itd.

Pewne jest, że nawsie zawsze należało do sołtysa. Często było jego prywatną własnością, ale nie była to reguła. Na pewno było w jego władaniu. Duży kawał ziemi w centrum miał jednak służyć wszystkim, nie tylko sołtysowi. Już wiemy, że służył wszystkim poprzez dostęp do wody. Oprócz tego na nawsiu sołtys mógł zbudować, albo pozwolić zbudować karczmę, młyn, a przede wszystkim kościół.

Ze źródeł historycznych wiemy, że sołtysi dysponowali zwykle gospodarstwami wielkości kilku łanów. Zapewne nigdy się nie dowiemy, ile łanów miał w swoim posiadaniu pierwszy sołtys w Łękach, ale można przypuszczać na podstawie map, że miał do dyspozycji również kilka łanów w samym centrum wsi, a więc także razem z nawsiem.

Najstarsza znana mi mapa katastralna Łęk (analizowałam też starsze mapy, ale nie są one katastralne) pochodzi z połowy XIX wieku (1851) i jej analiza pozwoliła mi na wysunięcie tezy, iż nawsie w Łękach przebiegało pasem przez centrum wsi od północy od Myszkowskiego, na południe aż pod Pałacówkę. Skoro bowiem nawsie to wspólne pola, to na tej mapie mamy to tak właśnie zaznaczone, jako GW, co znaczy – Grunty Wspólne. Trzeba jednak sobie uzmysłowić, że mapa pochodzi z połowy XIX wieku, a to oznacza, że od czasu pierwszej wzmianki o naszej miejscowości (1364/1366) żyło na tych terenach ponad 20 pokoleń, przyjmując, że kolejne pokolenie rodzi się co 30 lat. Mimo tak odległego czasu szczątki nawsia dotrwały w Łękach do dzisiaj w miejscu, którzy wszyscy łęczanie znają jako Wygon.

Poniżej przedstawiam dwie mapy obejmujące centrum wsi, na których na czerwono zaznaczyłam pola, a właściwie ich skrawki, które są świadectwem pozostałości po nawsiu. Na podstawie tych map postaram się przeanalizować i z wielkim prawdopodobieństwem określić średniowieczne łęckie nawsie!

Powyższa mapa obejmuje tereny od drogi głównej po Myszkowskie. Widać na niej, że pas wspólnego pola prowadzi wzdłuż płynącego strumyka, ale dopiero w połowie do niego dochodzi, praktycznie na wysokości pól, na których jest obecnie usytuowany cmentarz. Obecny cmentarz powstał jednak na gruntach prywatnych. Na mapie widać, że te pola po lewej stronie nawsia w połowie XIX wieku należały do dwóch gospodarzy: Józefa Frugi i Macieja Baryły, zapisanego na tej mapie błędnie jako Bariwa. Przy drodze głównej nawsie, czyli grunty wspólne (GW) rozszerzają się dokładnie w miejscu, w którym dzisiaj znajduje się plac Kółka Rolniczego. Kiedy Kółko powstawało, teren ten był rozdrobniony i małe działki należały do kilku osób.

Na tej mapie zaskoczyło mnie to, że tak atrakcyjne, centralnie położone pola na południowym stoku na początku XIX wieku, po lewej stronie nawsia, należały jeszcze do jednego gospodarza – Jakuba Cypary. Bo to on – jak wynika z przekazów rodzinnych, ale także z dokumentów – podzielił dopiero swój majątek pomiędzy Józefa Frugę i Macieja Baryłę. Pozostałe pasy są poszatkowane na małe działki, poza pasem na prawo od nawsia, należącym do Jana Węgrzyna.

Powyższa mapa obejmuje centrum wsi, a więc i nawsie na południe od drogi głównej. Widać na niej, że z GW (gruntów wspólnych) zostało już niewiele, ale pewne jest, że na nawsiu stała karczma. Na mapie zaznaczona została czerwonym kwadracikiem. A to oznacza, że pamiętany jeszcze przez starsze pokolenie Dom Ludowy również stał na nawsiu, tak samo, jak i przybudówka obecnej szkoły. Sama szkoła stanęła na działce, która należała do Marii Wawrowicz z domu Fruga. Jak poinformował mnie pan Henryk Fruga z Łęk, Maria Frużanka po mężu Wawrowicz sprzedała tę działkę komitetowi budowy szkoły i za pieniądze z tej sprzedaży wyjechała z rodziną na Wołyń.

Zaznaczone na czerwono grunty wspólne pozwalają się domyślać, że wcześniej mogła do nich należeć cała łąka nad rzeką, nazywana Makosiówką. A być może nawsie ciągnęło się od mostu na Baryłówce wzdłuż rzeki na wschód aż do pola Kołaczów, do Zielonkowej ulicy. Niewykluczone też, że nawsiem były również tereny po drugiej stronie drogi, ale za dawnym korytem rzeki. Obecnie mieszka tam pani Władysława Solińska. Następnie pas nawsia ciągnie się na południe, gdzie znacznie się rozszerza i gdzie do dzisiaj te wspólne pola zachowały się pod nazwą Wygon.

Należy zwrócić uwagę na to, że jeszcze w połowie XIX wieku główną drogą w tej części centralnej wsi wcale nie była Baryłówka. Była nią droga, która zaczyna się naprzeciwko szkoły, a która przy starym domu rodziny Szpotko zakręca na zachód i biegnie aż do obecnego stadionu i dalej. Na podstawie map należy przypuszczać, że wcześniej drogi zwanej obecnie Baryłówką nie było wcale. Powstała dopiero po tym, gdy Jakub Cypara podzielił swoje pole ciągnące się od rzeki, gdzie mieszka pani Irena Wiśniewska z domu Musiał na północ aż po Bóbrkę, pomiędzy Frugę i Baryłę, przy czym Fruga nie musiał wytyczać sobie drogi, bo ją już miał od wschodu swoich pól. Musiał to uczynić Maciej Baryła, który otrzymał pola po lewej stronie obecnej Baryłówki, idąc nią z południa na północ.

Z powyższej mapy wynika również, że dalsza część Baryłówki, od mostu po Wygon, która powstała znacznie później, raczej na pewno powstała na gruntach wspólnych, choć na tej mapie widać, że były one używane przez mieszkańców okolicznych domów.

Skoro było w Łękach nawsie, należałoby się spodziewać, że to właśnie na tych gruntach wybudowany został kościół. Ale nikt w Łękach nie słyszał o tym, aby w naszej miejscowości kiedykolwiek była w dawnych wiekach jakakolwiek świątynia. Tymczasem w Archiwum Narodowym w Krakowie dotarłam do mapy, która świadczy o tym, że kościół jednak w Łękach był. Mapa znajduje się w zespole Zbiór kartograficzny XV-XXI w. (sygn. Zb. Kart. VII-210) i zgodnie z danymi zawartymi w karcie inwentarzowej pochodzi z 1880 roku. Przedstawia rozsiedlenie rodów rycerskich w Małopolsce (oznaczone kolorami). Została sporządzona na podstawie Liber Beneficiorum Jana Długosza i odzwierciedla stan z XV w. W tytule jest podana diecezja krakowska.

Oto fragment mapy, na której wyraźnie jest zaznaczony kościół w Łękach. Gdzie zatem mógł zostać wybudowany?

Poniżej dołączam całą mapę, z której pochodzi powyższy fragment.

 

Poszukiwanie śladów kościoła w Łękach to nie lada wyzwanie dla historyków. Ale jak go szukaliśmy poprzez badania archeologiczne to już odrębny temat.

Jolanta van Grieken-Barylanka