„W CIENIU SPALONEGO DWORU” – SŁOWO, HISTORIA I PAMIĘĆ

„W CIENIU SPALONEGO DWORU” – SŁOWO, HISTORIA I PAMIĘĆ
„W CIENIU SPALONEGO DWORU” – SŁOWO, HISTORIA I PAMIĘĆ
Współorganizator wydarzenia: Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi
Zadanie dofinansowane z budżetu Województwa Podkarpackiego, Mecenat Kulturalny, Dziedzictwo Kulturowe 2026
i Gminy Chorkówka
4 września 2026 roku w Wielofunkcyjnym Centrum Kultury Wiejskiej w Łękach Dukielskich odbyła się pierwsza odsłona wyjątkowego spotkania literacko-historyczno-muzycznego „W Cieniu Spalonego Dworu”, zorganizowanego w ramach obchodów 660 lat historii ordynacji w Kluczu Kobylańskim.
Było to wydarzenie szczególne – łączące historię, literaturę, pamięć o miejscach i ludziach oraz refleksję nad przemianami społecznymi, nad awansem i degradacją, nad tym, jak przeszłość zapisana w dokumentach, książkach i ludzkiej pamięci wpływa na nasze postrzeganie współczesności.
Spotkanie otworzyły prezes Fundacji Klucz Kobylański – Dorota Chilik oraz wiceprezes Fundacji – Jolanta van Grieken-Barylanka, witając znakomitych gości, naukowców, autorów, miłośników historii i mieszkańców regionu.
Wśród zaproszonych gości znaleźli się wybitni przedstawiciele świata nauki i literatury.
Józef Baran – znakomity poeta i autor licznych tomów poetyckich – rozpoczął spotkanie pod hasłem „Więźniowie naszych średniowiecznych Arkadii”. Była to refleksja nad naszym wyobrażeniem przeszłości, pamięcią o dawnych światach oraz literaturą, która pozwala spojrzeć na historię również poprzez emocje i ludzkie doświadczenie.

Usłyszeliśmy wielkiej urody wiersze, bo poeta Józef Baran to prawdziwy arystokrata słowa, uszlachetniony przez sztukę. Po swojemu czarnoleski, bez zbędnego folkloryzmu bez egzotyzowania zapisuje, jak Wiesław Myśliwski w prozie, on w poezji, ale i we wspomnieniach, dziennikach, dzieje wielkiej i wielowiekowej umierającej kultury chłopskiej. Był gościem specjalnym pierwszego dnia naszego wydarzenia. 

Józef Baran urodził się w Borzęcinie w 1947 r. To znany polski poeta, dziennikarz i eseista. Należy do najchętniej czytanych twórców współczesnej liryki, a jego wiersze były wielokrotnie nagradzane, weszły do kanonu lektur szkolnych oraz były śpiewane przez zespoły takie jak Stare Dobre Małżeństwo. Poeta jest wciąż bardzo aktywny, właśnie niedawno wyszły dwie jego bardzo ciekawe książki:  dziennik „Gen marzenia”  i tomik poetycki „Jaśń”.

W Łękach Dukielskich przeczytał kilka wierszy starszych, które pokazywały jego poetyckie powroty do rodzinnego Borzęcina, z którego wyjechał gdy miał 13 lat. W wielu wywiadach podkreślał, że jego wcześniejsze wiersze, w których jest „mitologizacja dzieciństwa, domu rodzinnego, Arkadii etc. współgrała z ówczesnymi klimatami w literaturze – z prozą Nowaka, Myśliwskiego, Kawalca, Redlińskiego. Trochę na inny sposób Harasymowicza… Oni przygotowali grunt pod moje wejście do literatury czy np. mojego rówieśnika i przyjaciela, Adama Ziemianina, też prowincjusza, bo chłopaka z górskiej Muszyny. Odkrywanie poezji w tym, co najbliższe, rodzime, spotykało się wtedy z dużym wzięciem”.

 

Wiersz Drabina autorstwa Józefa Barana pochodzi z tomu „Nasze najmniejsze królestwo”, który został wydany w 1981 roku.

    Józefa Barana powroty do Borzęcina (fragment)

chyli się słońce nad Wawelem stodoły

i zapada nad ojczyzną-ojcowizną

już dotyka głowy mojego ojca

Rejtana stojącego u wrót

Wiersz  Józefa  Barana z tomu Na tyłach świata

Podczas spotkania w Łękach Dukielskich nawiązywaliśmy do naszych „średniowiecznych wsi” obecnych w poezji w kontekście przemian społecznych, kiedy dwór szlachecki, ziemiaństwo nie było obecne w życiu powojennego pokolenia. 

Prof. Franciszek Leśniak – historyk, badacz dziejów regionalnych i autor licznych opracowań dotyczących historii Polski oraz małych ojczyzn – przedstawił swoje próby opisu wsi w poezji. W Łękach Dukielskich wystąpił jako debiutant, który szedł drogą poetycką Józefa Barana dość mozolnie, skoro doszedł  dopiero po 50 latach. 

Franciszek Leśniak, który tak tęsknił za rodzinną wsią, nie przypuszczał, że stanie się jednym z najwybitniejszych znawców wielkorządców zamku krakowskiego zarządzających w czasach staropolskich jedną z najważniejszych siedzib władców Polski. Z dwiema najważniejszymi książkami: „Wielkorządcy krakowscy XVI – XVIII wieku. Gospodarze zamku wawelskiego i majątku wielkorządowego” (Kraków 1996 ) i „Urzędnicy i personel pomocniczy w wielkorządach krakowskich w okresie nowożytnym”, Biblioteka Wawelska 14, Zamek Królewski na Wawelu. Państwowe Zbiory Sztuki, Kraków 2020). Aby je napisać to tu, na Wawelu, profesor Franciszek Leśniak spędził kilka (1990-1996) lat, w niektórych tygodniach nawet codziennie, nad źródłami historycznymi nowożytnymi do dziejów zamku, w maleńkiej pracowni oddziału wawelskiego Archiwum Narodowego. To stąd dla odprężenia zerkał przez okienko na arkadowy dziedziniec zamkowy, w czasie przerw wychodził na schody i oddychał jego atmosferą i dostojeństwem. Oczami wyobraźni odtwarzał rozgrywające się na nim wydarzenia, jak pojedynek Samuela Zborowskiego z Janem Tęczyńskim podczas uczty króla Henryka Walezego i wiele innych. Spotykał tam nieżyjących już profesorów Alicję Falniowską-Gradowską, która zachęciła go do badań nad pałacem i włością zamkową oraz Janusza Kurtykę, na którego doświadczenie źródłoznawcze zawszy mógł liczyć. Sporo uwagi poświęcił prawdziwym rezydentom zamku wawelskiego/krakowskiego pisząc obszerne biogramy władców nowożytnych do pocztu królów polskich. W przygotowanych do publikacji wspomnieniach prof. Franciszek Leśniak napisał: „Na wzgórze dochodziłem drogą zarówno od ul. Kanoniczej, jak i od Stradomia. Zwłaszcza z drogi od Stradomia widok ciągnący się hen aż po Tatry napawał mnie zachłannością na życie, przenosił myśli na ostateczne piękno wielkiej historii krążącej tutaj od stuleci. Warto było chodzić tamtędy”.

Warto było i po latach z radością stanąć pod Wawelem ze świeżo wydanym tomem poetyckim zatytułowanym „Tyle razy próbowałem cię wiosko opisać”. I właśnie z tego debiutanckiego tomiku zaprezentował swoje wiersze w Łękach Dukielskich.

Gniazdo

ile razy próbowałem cię wiosko opisać

tyle razy przeszkadzało mi pokolenie wujków i cioć

ślepych na naukę

mówiłem do siebie słowa tłumione nad żebrami

z wielkiego miasta przywoziłem tylko opiłki metalu i kurz

mimo to uparcie

do schyłku najświętszej ścieżyny

będę prosił o nocleg

i powrót do brzucha pierzyny

Stronie, 15 sierpnia 1979

Prof. Jan Wolski poprowadził natomiast rozmowę zatytułowaną „Wiara w świętość miejsc ukochanych” – niezwykle osobistą i poruszającą refleksję nad znaczeniem miejsc, które przechowują pamięć kolejnych pokoleń.
W sobotę bohaterowie piątkowego spotkania spotkali się przed Dworem Sulimirskich w Kobylanach, gdzie odbyło się widowisko średniowieczne z turniejem rycerskim profesjonalnie przedstawione przez Kompanię Gryfitów. Od lewej: prof. Jan Wolski (Uniwersytet Rzeszowski), Dorota Chilik, Poeta Józef Baran, prof. Franciszek Leśniak.

 

Przed Dworem Sulimirskich w Kobylanach: prof. Mateusz Wyżga (UKEN), prof. Jan Wolski (URz) prof. Franciszek Leśniak (UKEN) i poeta Józef Baran

 

***

Celem spotkania było nie tylko zwrócenie uwagi na problem zniszczonych i spalonych dworów, ale i upominanie się o historyczną pamięć o tych miejscach, jak i odkrywanie ich prawdziwej historii, bardzo ciekawej i nieznanej. A ta prawdziwa historia nie jest jednostronna. Fundacja Klucz Kobylański postanowiłam to zrobić w niekonwencjonalny sposób, poprzez twórczość ludzi, którzy zostali wychowani w cieniu spalonego dworu. 

Czytając wiersze Józefa Barana i Franciszka Leśniaka narodziła się myśl o tym spotkaniu. Czy my wciąż mamy mówić, że jesteśmy pochodzenia chłopskiego.  Czy to jest jeszcze ważne. A potem doszła lektura przede wszystkim dziennika Józefa Barana. Gen marzenia”.  Dlaczego nie porozmawiać o naszym powojennym pokoleniu, o którym poeta Józef Baran napisał tak:  Po wojnie został wymuszony przez komunę mezalians dwu kultur: szlacheckiej – z podstawami typu „zastaw się a postaw się, honornościami, grami pozorów, nobilitacją próżniactwa, ale i bohaterstwa, tak doskonale sparodiowanymi przez Gombrowicza – z kulturą ludową, chłopską, cierpliwą, kmiecą, niewolniczą… Słowem, Kordiana „sparzono” z chamem i co się narodziło? Właśnie Polak, w którego głowie „tańczą dwa Polaki”. Józef Baran, Gen marzenia, PIW 2026. I jeszcze dopisał: „W perzynę obrócił się świat kultury chłopskiej i stary etos pracy”.  

   Ale wcześniej w perzynę obrócił się świat kultury ziemiańskiej. Nie jesteśmy sprawcami tego zjawiska historycznego, ale beneficjentami już z tak. Nasze pokolenie wychowywało się w cieniu spalonych dworów. Dworów, których w naszej świadomości nie było wcale. I co z nas wyrosło? Czy warstwy społeczne wciąż silnie definiują polskie społeczeństwo? Czy My, wsioki jesteśmy w stanie tworzyć elitę ponadstanową?

   Tych problemów nie da się rozstrzygnąć na jednym czy dwóch spotkaniach, ale otrzymaliśmy wielkiej urody wiersze o naszych opuszczonych Arkadiach dziciństwa.

Po lekturze książek Józefa Barana i Franciszka Leśniaka doszła kolejna myśl, aby na spotkanie do Łęk Dukielskich i do Kobylan zaprosić Kaja Małachowskiego, potomka właścicieli klucza kobylańskiego, bo dzieje jego rodziny są przykładem degradacji stanowej. Kaj Małachowski podjął niezwykle ciekawy temat przenikania i mieszania się kultur, pokazując, że historia naszych ziem od zawsze była historią spotkań ludzi, tradycji, języków i różnych doświadczeń. To właśnie takie spotkania przypominają nam, że historia nie jest jedynie datą zapisaną w kronice. Historia to przede wszystkim ludzie, ich wybory, marzenia, sukcesy i dramaty. To również pamięć o miejscach, które mimo upływu wieków nadal są częścią naszej tożsamości.

Kaj Małachowski przeczytał swój wiersz, który został odczytany przez wielu jako koncyliacyjny z przesłaniem: Oto nadszedł czas, kiedy podziały stanowe na wsi nie są już w tej chwili istotne. 

Wiersz

***

tą drogą przez pola

chodzę z domu naszego

z dziećmi do kościoła

patrzę na zamku ruinę

 

i znam ścieżkę do niego

jest jak powrót do gniazda

po kresach, zesłaniach

wygnaniach, blokowiskach

 

a przecie nie przeciw komu

chyba tym co tylko niszczą

czy to złe piękno? czy milczeć

dlatego że nie było po równo?

 

ja znam się trochę na drogach

i wiem, że kiedyś każdy już będzie

mógł chodzić tą ścieżką, czy wtedy

też będzie tak samo pięknie? Inaczej

 

a przecież i my znamy ścieżkę

do tych chat co tu kiedyś stały

i kamienic w rynku, jesteśmy

takimi jacy będą wszyscy

 

i może jeszcze znajdę ścieżkę

do dużego domu z dużymi oknami

co spłonął razem z modlącymi

chodzę, szukam w zaroślach

 

kiedyś wszyscy pójdziemy

tymi łąkami nad Wisłą

i nikt nas nie podzieli

rachunkami pokoleń

 

stójcie i trwajcie

ruiny i cienie

domy które kiedyś

do końca obejmiemy

kaj m., 23 sierpnia 2023

Trochę ostry i prowokacyjny  tytuł „W cieniu spalonego dworu” ma związek z Dworem Wita Sulimirskiego w Kobylanach uratowanym przez Fundację Klucz Kobylański. Doświadczenie, jakie zdobyłyśmy przy okazji tego trudnego przedsięwzięcia pozwala nam na gorzkie podsumowanie: Właściciele dworów borykają się z wieloma trudnościami przy ich odnawianiu, niezrozumieniem nawet instytucji państwowych. Dlatego uważamy, że potrzebny jest specjalny program restauracji zabytkowych dworów, wszyscy ważni powinni się starać ściągać pieniądze z różnych projektów i funduszy na rzecz tworzenia unikatowej oferty turystycznej i edukacyjnej w naszym regionie, a w tej ofercie powinny znaleźć się także nieliczne już dwory. A tam, gdzie były i już ich nie ma, powinny stanąć tablice informacyjne o dworze i rodzinach, które w tym dworze żyły. Tylko w ten sposób opowiedziana zostanie prawdziwa historia dawnej wsi. Bo dawna wieś to nie tylko chaty pod strzechą, to także dwory, w których mieściło się centrum administracyjne i kulturalne wsi. Dziedzic nie mógł przecież istnieć bez chłopów i odwrotnie. 

Poniższa mapa dobitnie ilustruje, ile dworów pozostało w najbliższej okolicy Bóbrki, której świetność w XIX wieku tworzyli także okoliczni ziemianie. Do dzisiaj ostał się tylko Dwór Sulimirskich w Kobylanach, który uratowała Fundacja Klucz Kobylański, zarządzana przez Dorotę Chilik i Jolantę van Grieken-Barylankę. 

Ankieta z czym młodym ludziom na wsi kojarzy się dwór. Wszyscy odpowiedzieli, że z domem weselnym albo z miejscem na wieczory kawalerskie. To może i dobrze?

 ***

Zwieńczeniem pierwszego dnia był koncert zespołu The Lane, który dostarczył publiczności zupełnie innej energii – pokazując, że tradycja i współczesność mogą pięknie spotkać się w jednym miejscu.
Szczególne słowa wdzięczności kierujemy do gospodarzy miejsca:
Pani Małgorzaty Tomkiewicz – Sołtys Łęk Dukielskich i Prezes Fundacji Łęki Dukielskie
oraz
Pana Piotra Węgrzyna – Radnego Gminy Dukla i Wiceprezesa Fundacji Łęki Dukielskie za ogromną życzliwość, pomoc, wsparcie organizacyjne i piękną gościnę.
Dziękujemy wszystkim, którzy współtworzyli ten wyjątkowy dzień – Prelegentom, Autorom, Artystom, Gościom oraz Mieszkańcom, którzy swoją obecnością nadali temu wydarzeniu szczególną rangę.
660 lat historii zobowiązuje.
Zobowiązuje nas do pamięci.
Do szacunku dla przeszłości.
Do poznawania historii naszych małych ojczyzn.
I przede wszystkim – do przekazywania jej kolejnym pokoleniom.
A to dopiero pierwsza odsłona „W Cieniu Spalonego Dworu”…, tytuł, który już teraz powinien zostać zmieniony na „W cieniu odbudowanego dworu”.
Jolanta van Grieken-Barylanka
Dorota Chilik
Fotografie: Dorota Chilik, Jolanta van Grieken-Barylanka i Krosno112